PSYLOCYBINA TRIP RAPORT EFEKT

Psylocybina trip raport


Poniższy tekst nie ma na celu zachęcania do korzystania z nielegalnych substancji psychoaktywnych. Jeśli leczysz się farmakologicznie – nie wprowadzaj zmian w harmonogramie leczenia bez uwzględnienia opinii psychiatry czy innego specjalisty, który Cię prowadzi.

Nie jestem lekarzem, profesorem ani doktorem. To co zostało tutaj opisane, to moje prywatne wyobrażenie, wspomnienie omamów hipnagogicznych.

ZAWSZE RÓB WŁASNY RESEARCH.

Stay hydrated. Peace.


Intro

Przyszła wiosna. Czas kwitnienia. Nie tylko krzewów, drzew i kwiatów, ale również naszych wnętrz. Naturalnie ten czas kojarzy nam się z porządkami i nowymi początkami, które to mogą objawiać się w różny sposób na różnych płaszczyznach. W tym oczywiście na płaszczyźnie duchowej. Dziś zabieram Cię w podróż… dość specyficzną. Mianowicie – zapraszam na opis mojego doświadczenia z psylocybiną, które miałem okazję przeżyć kilka wiosen temu. Enjoy!

Skąd ten pomysł?

Był rok 2017. Miałem wówczas 20 lat i pracowałem w Holandii, żeby zarobić pieniądze na spełnienie paru marzeń. Po pracy dosiadłem się w salonie do chłopaka, który oglądał jakiś dokument na National Geographic czy innym Discovery. Bardzo lubię ten rodzaj filmów. Od zawsze interesowała mnie ludzka natura. Jako dzieciak uwielbiałem (w sumie nadal bardzo to lubię haha) oglądać ,,Jak to jest zrobione?”. Wciąż ciekawią mnie procesy, które stoją za tym jak wygląda moje życie. Co na nie wpływa i dlaczego tak jest? Skąd się to wzięło?

Był to film, w którym osoby uzależnione od różnych substancji – od nikotyny po heroinę – opisywały swoje doświadczenia z leczenia owych uzależnień przy użyciu psylocybiny. Pojawił się tam również wątek mikro-dawkowania (eng. microdosing). Baaaardzo mnie to zainteresowało, między innymi ze względu na wspomnianą wyżej ciekawość.

Podążyłem za tymi odczuciami, które wzbudziły we mnie informacje o substancji czynnej “magicznych grzybków” i rozpocząłem własny research. Dodatkowym tego powodem były moje stany depresyjne, z którymi chciałem sobie poradzić bez udziału farmakoterapii. O tym, że psylocybina (odpowiednio dawkowana) zmniejsza objawy depresji, również dowiedziałem się z tamtego filmu.

Byłem wtedy w bardzo istotnym punkcie rozwoju, gdzie chłonąłem jak gąbka informacje pomagające mi zrozumieć “strukturę wszechświata”. Odnajdywałem siebie na nowo, po trwającym ponad półtora roku toksycznym związku. Jakby… zaczynałem życie od nowa.

Skąd miałem grzyby?

Całkiem niedługo po seansie i kilkudniowych poszukiwaniach na ten temat w internecie, stwierdziłem że tęsknie za domem i wracam do Polski, praktycznie z dnia na dzień. Miałem mocne, niepodważalne odczucie, że chcę wrócić. Trochę kłóciło się to z finansowym celem, który chciałem osiągnąć, ale to odczucie było o wiele mocniejsze niż kwota pieniędzy (i osiągniecie celów), którą miałem w zasięgu ręki.

Wiedziałem już również, że chcę doświadczyć stanów, które opisywali bohaterowie owego filmu dokumentalnego. Że chcę przeżyć i zrozumieć w pełni to, co opisywali w swoich trip raportach inni podróżnicy.

Pewnym było również, że chcę żeby to było moje osobiste doświadczenie i z nikim nie dzieliłem się swoimi grzybowymi planami. Dzięki wcześniejszym doświadczeniom z marihuaną, wiedziałem też, że grzyby, które chcę wykorzystać do odbycia tej podróży, nie mogą pochodzić z ulicy, od osoby której nie znam, czy jakiegokolwiek podejrzanego źródła. Ale spokojnie – zrobiłem research, więc wiedziałem co robić.

Na dzień lub dwa przed powrotem do Polski, zamówiłem z zagranicznej strony Grow Kit zawierający zarodniki interesujących mnie grzybów. Wszystko było już zainstalowane w odpowiednim podłożu. Wystarczyło zadbać o warunki ich rozwoju i po kilku dniach moje oko cieszyły pierwsze główki wydobywające się z ,,gleby”. To, że wyhoduje je sam było oczywiste i nieuniknione, jeśli nie chciałem angażować w ten plan osób trzecich.

Mały off top:

Nie wiem jak sytuacja wygląda w roku 2021, kiedy piszę te słowa, ale wówczas takie Grow Kity zawierające zarodniki grzybów psylocybinowych, można było legalnie posiadać. Stawały się one nielegalne w momencie kiedy wyrastał z nich pierwszy ,,kosmiczny przybysz”.

Zbiory i pierwsza próba.

Z jednego małego boxa grzyby wybijały kilkukrotnie po ich zebraniu, więc było tego sporo. Byłem wtedy jeszcze bardzo niecierpliwy, jak niemal każdy dwudziestolatek. Więc po pierwsze – super, że rosły tak szybko. Po drugie – naczytałem się opinii, według których, świeże, surowe grzyby, lepiej smakują i dają lepsze efekty. Postanowiłem zatem dać sobie przedsmak w postaci czterech, czy pięciu małych, świeżych grzybów, przed zjedzeniem większej porcji, która – rzekomo – miała mi przynieść głęboki wgląd zmieniający postrzeganie rzeczywistości.

Zjadłem je zmierzając przez miasto w kierunku leśnych terenów, które były umiejscowione jakieś 25 minut na piechotę od centrum. Docierając w miejsce, gdzie było już widać horyzont – przez niebo, które widziałem, zaczęły płynąć fale przeróżnych kolorów. Dało się zauważyć również coś, co wyglądało jak siatka rozłożona nad niebem, jako jego szkielet.

Szedłem dalej, słuchałem z discmana płyty ,,Za Wysoko” autorstwa Jareckiego. Swoją drogą, bardzo polecam. Mocno trafił do mnie wtedy numer ,,Dystans”. Jakby… otworzyły mi się oczy na przestrzenie, których wcześniej nie dostrzegałem. Zrozumiałem też, że “teraz nie mogę się poddać”.

Trip – wprowadzenie.

Resztę grzybów wysuszyłem i przygotowywałem się do głównej podróży. Szczerze mówiąc, zrobiłem to bardzo pobieżnie, aczkolwiek na tamten moment było to dla mnie wystarczające. Dziś przygotowałbym się do takiej podróży milion razy lepiej.

Wstałem około 11. Nic nie jadłem, żeby wrzucić grzyby na pusty żołądek. Spakowałem plecak. Woda, jedzenie na później, czapka, telefon. Całą moją strefę komfortu, żeby czuć się bezpiecznie (co zrozumiałem dopiero później). Odpowiednio się ubrałem i ruszyłem.

Plan był taki, że wysiadam na tym konkretnym przystanku, jem grzyby, wchodzę w las, one zaczynają robić swoje, a ja w trakcie tej podróży przemieszczam się na drugą stronę lasu, docierając do drogi, którą kursują autobusy miejskie, żebym spokojnie wrócił do domu. Ale jak wiadomo… plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać.

Pojechałem komunikacją miejską na najdalszy możliwy przystanek. Po przejściu kilkuset metrów wszedłem w las znajdujący się kawałek za miastem. Nie byłem w pełni przekonany co do tego pomysłu. Byłem sam, nikt nie wiedział gdzie jestem, co robię i kiedy wrócę. Nawet ja. Z perspektywu czasu – było to dość głupie.


Jeśli zamierzasz spożywać tego typu substancje – najlepiej miej kogoś przy sobie. Najkorzystniej osobę, która już przeżyła coś podobnego, będzie wiedziała jak się zachować, pomoże w razie potrzeby i zwyczajnie nie zepsuje Ci podróży.


Jakaś część mnie (ego?) próbowała sabotować to co chcę zrobić, coś we mnie bało się tego, co miało się zaraz wydarzyć. Mimo tych myśli i niepewności, jeszcze przed wejściem do lasu, zacząłem po kolei przeżuwać grzyby, które przygotowałem na tę okazję. Wydaję mi się, że było to jakieś 4-5 gram wysuszonych psylocybinków.

Wszedłem do lasu i złapał mnie strach przed tym, że totalnie nie wiem co się zaraz wydarzy. Ścisnęło mnie w żołądku. Z nerwów sięgnąłem po poczucie bezpieczeństwa do plecaka – jedzenie. Przegryzłem wafla ryżowego i po momencie psylocybina zaczęła przynosić pierwsze efekty, zmieniając moje nastawienie.

Zebrałem się z brzozowego zagajnika, w którym miałem chwilową bazę i zacząłem podziwiać las. Byłem pod niesamowitym wrażeniem tego jak piękne są drzewa. Zacząłem iść w stronę tych, które tak bardzo mi się spodobały, ale przypomniałem sobie, że mam misję do wykonania. Muszę przejść ścieżką na drugą stronę lasu, żeby stamtąd wrócić bezpiecznie do domu. Wróciłem zatem na drogę i ruszyłem przed siebie.

Jakieś 50 metrów przede mną, przez ścieżkę na której była spora kałuża, przeskoczyły trzy sarny. Wspaniałe odczucia wzbudził we mnie ten widok. Natura w pełnej okazałości. Na 80% jestem pewien, że te sarny były prawdziwe.

Trip – część główna.

Po kilkudziesięciu, no może stu metrach, zatrzymałem się na tej ścieżce i do końca podróży nie ruszyłem się dalej niż pięć metrów od miejsca, w którym zrobiłem postój.

Moje ego wyparowało. Jako pierwsze zrozumiałem, że czas nie istnieje i nie mam po co śpieszyć się na przystanek.

Jednocześnie dotarło do mnie, że to ja jestem wszystkim. Tym autobusem, który mnie tu przywiózł, kierowcą tego pojazdu. Moją mamą, siostrą, psem. Każdym drzewem, ptakiem, niebem.

Wszystkim.

Pusta przestrzeń.

Chwilę później znalazłem się w pustce. Czarne tło. Nicość. Nie miałem ciała. Nie miałem żadnej formy. Byłem czystą świadomością.

Po chwili stwierdziłem, że nudno tak siedzieć w pustce. Chcę coś zrobić, żeby się nie nudzić.

Wymyśliłem, że rozszczepie swoją świadomość na miliardy części, żeby doświadczyć wszystkich możliwych ziemskich scenariuszy. Jednocześnie. Woooow, that sounds like fun! Będąc pewnym swojego pomysłu, natychmiast przystąpiłem (nadal jako czysta świadomość) do działania.

Pojawiłem się w ciele, które najwidoczniej musiałem na chwilę zostawić, w tamtym miejscu w lesie. Leżałem na plecach patrząc na niebo nad koronami drzew. Wyświetlały się na nim, a jednocześnie w mojej świadomości, obrazy ujawniające jak powstał ten świat i nasze społeczeństwo. Widziałem nauczającego Jezusa, wiedząc i czując, że ja jestem tym Jezusem i każdym uczniem z osobna. Przewinęła się również budowa piramid, wojna, latające po niebie samoloty.

Ujrzałem powstające przegrody dla świń, w ogromnej, przemysłowej oborze. Świnie nie mogły się poruszać w kojcach. Pojawiały się one jak w symulacji, jak w Matrixie. Powstawały z kodu. Jednocześnie miałem pełną świadomość, że jestem każdą z tych świń. Dotarło do mnie, że to mój wybór żeby doświadczyć tego uwięzienia. Rozwiązało się wówczas moje niezrozumienie związane z istnieniem i ciągłym funkcjonowaniem przemysłu mięsnego. Każda z tych istot na wyższym planie wybrała to życie, dokładnie taki scenariusz.


Jedno jest wszystkim, wszystko jednym, a cały wszechświat w naszej świadomości jest zamknięty.
~Vixen – U.F.O.


Pamiętam, że jak już całkiem wróciłem do ciała, turlałem się po runie leśnym. Stwierdziłem, że muszę przeżuć małą szyszkę, bo przecież chcę doświadczyć wszystkiego. Dotarło do mnie, że chcę być bardziej otwarty. Że zanim umrę ja, albo bliskie mi osoby, chcę powiedzieć im wszystko co czuję i myślę. Żeby znaleźć zrozumienie. Żeby przed śmiercią nie żałować, że przez głupi wewnętrzny strach przed byciem sobą, nie wyrażałem się w pełni i nie powiedziałem bliskim, że ich kocham. Wydało mi się to bardzo frustrującą wizją. W dodatku bezsensowną i bezpodstawną. Bo skoro każdy jest każdym, skoro jesteśmy jedną jaźnią… To jaki jest sens ukrywania się przed samym sobą?

WOW, MAM CIAŁO!

Żułem kolejną szyszkę. Bo to ciekawa sprawa. Ile osób może się pochwalić, że żuło szyszkę?

Wstałem z ziemi, stanąłem na własnych nogach i mnie oświeciło – “WOOOW, MAM CIAŁO! No niezła akcja. To jest mój pojazd. Czyli muszę o niego dbać, żeby działał jak najdłużej i jak najlepiej. To co zjadam, buduje mój organizm, czyli – jeśli chcę być zdrowy i żyć długo – muszę dbać o to, co w siebie wkładam. Starannie wybierać budulec, z którego będą powstawać i regenerować się moje komórki. Żeby utrzymać pojazd w pełnej sprawności, powinienem też ćwiczyć, żeby utrzymać mięśnie i stawy w odpowiedniej kondycji.” Mocny był to wgląd.

Stanąłem przy drzewie. Patrzyłem na wyrastającą z niego hubę i widziałem jak pulsuje. Poruszała się, jak płuca człowieka podczas oddychania. Życie. Jednocześnie przechodziły przez nią kolorowe fale. To jedyne wizualne efekty (,,halucynacje”), poza opisanymi wyżej, które miałem podczas tej podróży. Początkowo chciałem pożuć również ową hubę, ale zaniechałem wykonania tego pomysłu.

Śmierć.

Następnie… umarłem. Leżałem na ścieżce. Wykręciło mnie. Zwinąłem się w pozycję embrionalną, źle się czułem, zbierało mi się na wymioty. Plułem narastającą ilością śliny. Czułem, że umieram. Zrobiło mi się przykro na tę myśl. Pomyślałem o tym jak zawiedziona i smutna będzie moja mama. Że przykro jak znajdą mnie (moje ciało) tutaj, stwierdzą że ćpun, przedawkował i tak zachowam się w pamięci bliskich. Poczułem, jak źle by się czuła z utratą kolejnego syna. A ja przecież tylko szukałem siebie. Oni nic nie zrozumieją. Eh… i z psem już nigdy nie wyjdę na spacer? Jak to… ej no weź. Ja chcę do pieseczka. Mam małą siostrzenicę. Chcę przeżyć to życie, zobaczyć co będzie dalej. No, i wróciłem.

Co warte zaznaczenia – przez myśli mi przeszło (w jakiś sposób to ,,widziałem” – ciężko to określić językiem) że rzeczywiście, właśnie teraz umarłem, tylko że w równoległej rzeczywistości, w której odbywa się alternatywna wersja mojego życia.

,,Obudziłem się”, ego zaczęło powoli wracać na swoje miejsce. Śmiałem się do drzew, do nieba, do siebie. Dosłownie tarzałem się ze śmiechu. Byłem w szczęściu, radości. Całkowicie tu i teraz. Nie istniało nic poza polem mojego widzenia.

Powrót do rzeczywistości.

Spojrzałem w głąb ścieżki, którą dotarłem w to miejsce. Zauważyłem, że w moim kierunku zmierzają jakieś postaci. Totalnie nic to we mnie nie zmieniło. Dalej leżałem z bananem na twarzy i cieszyłem się istnieniem. Tak po prostu. Swoją drogą – przecież to ja idę w swoją stronę.

Była to dwójka dzieci i rodzice. Wyprowadzali na spacer psy z pobliskiego schroniska. Jak byli na mojej wysokości z radością wypuściłem z siebie “Cześć! Co robicie?”. Dorośli spojrzeli na mnie z niepokojem i strachem w oczach. Ze strony kobiety padł pomysł, żeby zadzwonić po pogotowie. Oburzony mężczyzna z dezaprobatą odparł coś o tym, że jestem naćpany. Dzieciaki odwracały się za roześmianym mną, leżącym wzdłuż drogi.

Ich negatywne spojrzenie na mnie, przywróciło mnie do rzeczywistości. Wytrzeźwiałem. Wstałem, spojrzałem na siebie i zacząłem otrzepywać ubrania z pozostałości runa leśnego. Towarzyszyły mi przy tym wstyd, żal, smutek i współczucie. Co ja robię? Muszę się ogarnąć, wrócić do domu, nie robić mamie wstydu. Zaliczyłem wtedy jeszcze jeden szybki wgląd. Mianowicie…

Zimno Ci? Załóż czapkę!

Narzekałem wewnętrznie, że mi chłodno. Powyższe zdanie to odpowiedź wewnętrznego głosu na owe biadolenie. Prosta sprawa, nie? Zimno Ci, to sięgnij do swojej strefy komfortu, źródła bezpieczeństwa (plecaka) załóż tę czapkę i będzie ciepło. Tyle. Proste rozwiązanie. W tym samym momencie dotarło do mnie, że przekłada się to na wszystkie inne decyzje w życiu, przy których pojawia się jakiś dylemat czy dyskomfort. Zobacz jakie możliwe rozwiązania są w Twoim zasięgu i zmień to co Ci nie odpowiada – korzystając z zasobów, które już masz. Zimno Ci? Załóż czapkę.

Powrót do rzeczywistości. C.D.

Po otrzepaniu ubrań z pozostałości szyszek i tym podobnych, ruszyłem w tę samą stronę, z której pierwotnie przyszedłem. Plany lubią się zmieniać. Nie miałem już ochoty na przechodzenie całego lasu. Psylocybina zakończyła swoją misję. Byłem zmęczony, jedyne czego chciałem to wrócić do domu.

Czułem się mocno zmieszany. W jakiejś formie nadal towarzyszyły mi wstyd, żal, smutek i współczucie. Tego dnia cały świat się zmienił. Cały czas pamiętam słowa Andrzeja Tomickiego, który w swoim trip raporcie użył stwierdzenia: ,,Po grzybach nic już nigdy nie będzie takie samo”. Miał rację. Podpisuję się pod tymi słowami.

Pierwsze co zrobiłem po wyjściu z lasu – poszedłem do wspomnianego schroniska dla zwierząt, żeby wyprowadzić pieska na spacer. Uruchomiło mi się ogromne współczucie i empatia. Nadal byłem bardzo skonfundowany tym czego doświadczyłem i co zobaczyłem.

Słowo na koniec

Ostatecznie – intensywne przeżywanie, próbowanie zrozumienia tego co zobaczyłem trwało miesiącami. Poniekąd nadal trwa. Były to intensywne doświadczenia, które mocno wpłynęły na moje postrzeganie rzeczywistości. Duży wpływ na to jak wyglądał mój trip i na późniejsze ,,powikłania” (mielenie w głowie co tu się wydarzyło i jak mam teraz żyć z tym co zobaczyłem) miał mój samotny wówczas tryb życia, nieprzepracowane traumy i swego rodzaju zaburzenia mentalne.

Moje subiektywne rady jeśli rozważasz tego typu doświadczenie:

Zrób porządny research:

  • Poczytaj badania na temat psylocybiny.
  • Obejrzyj kilka filmów.
  • Przeczytaj książkę na temat psychodelików.
  • Poszukaj podobnych temu trip raportów.
  • Prześledź fora, na których możesz znaleźć luźne rozmowy na temat psylocybiny i doświadczeń z nią związanych.

Wykorzystaj wiedzę zdobytą podczas researchu.

W sumie… wszystko co potrzebujesz wiedzieć, mieści się w dwóch powyższych punktach. Jeśli dobrze pogrzebiesz, dowiesz się wszystkiego co niezbędne, nie ma potrzeby żebym powielał tutaj te informacje.

I jeszcze raz przypomnę:

Powyższy tekst nie ma na celu zachęcania do korzystania z nielegalnych substancji psychoaktywnych. Jeśli leczysz się farmakologicznie – nie wprowadzaj zmian w harmonogramie leczenia bez uwzględnienia opinii psychiatry czy innego specjalisty, który Cię prowadzi.

Nie jestem lekarzem, profesorem ani doktorem. To co zostało tutaj opisane, to moje prywatne wyobrażenie, wspomnienie omamów hipnagogicznych.

ZAWSZE RÓB WŁASNY RESEARCH.

Stay hydrated. Peace.

Krystian,

Kraków 2021