Potrzebujemy ludzi uduchowionych! Ale uduchowionych w takim znaczeniu o jakim dziś się nie mówi. 

Bycie uduchowionym to nie jest Twoja wiedza. W moim rozumieniu, bycie uduchowionym, cała esencja duchowości zawiera się w jakości Twojego spojrzenia.

To Twoje spojrzenie na rzeczy, ale takie spojrzenie, które sprawia, że coś nowego, coś niedefiniowalnego, coś jakby nie z tego świata przebija się do tego świata.

Coś NIEZNANEGO przenika do tego ZNANEGO.

Ale to przebijanie się, nie jest rodzajem agresji, to coś bardzo subtelnego. Przypomina raczej promienie słońca przechodzące przez zasłony Twojego pokoju latem, gdy byłeś jeszcze dzieckiem. Pamiętasz? Wówczas poezja dnia codziennego była Ci bliższa. I nie ma mowy tutaj o poezji, która dotyczy słów. Tak naprawdę, słowa mogą być przeszkodą w dostrzeżeniu poezji. Tak naprawdę słowa mogą zakłócić Twoje spojrzenie, spłycić jego głębie, obniżyć jego jakość. Dlatego mówię, że duchowość to nie jest Twoja wiedza, ponieważ Twoja wiedza dotyczy słów.

Twoja wiedza to tylko słowa; werbalizacja myśli.


Duchowość to coś więcej; wykracza poza myśli.


 

Duchowość to nie jest żadna wiedza. Bycie uduchowionym to bycie świadomym, a świadomość nie jest wiedzą.

Świadomość to Ty sam, to Ty nagi, bez wiedzy. Bo czymże byłbyś bez swojej wiedzy? Uważasz, że bez niej nie byłbyś uduchowiony? A kto wszedł w Twe niemowlęce ciało przed narodzinami?! Byłeś duchem zanim posiadłeś jakąkolwiek wiedzę.

Czym byłbyś bez tej wiedzy? Może właśnie po raz pierwszy byś BYŁ? Czym byłbyś bez wiedzy, którą udało Ci się zdobyć? No właśnie – to tylko zdobycz, tylko zachcianka ego.

Duchowość czasów, które nadchodzą nie jest taka tania. Nie możesz jej przeczytać i zapamiętać – to by świadczyło o Twojej pamięci, ale nie o Twoim spojrzeniu, oczach, które są czyste. O oczach, które widzą materie i ducha w niej zawartego. To by świadczyło o Twoim zorientowaniu do gromadzenia – ktoś zbiera samochody i się tym szczycie; Ty zbierasz informacje i się tym szczycisz. To nie jest duchowość, której potrzebujemy.

Pochyl się nad tym czy aby przypadkiem Twoja wiedza nie świadczy o Twojej chciwości, a nie o Twojej wrażliwości?

Proszę, nie stwarzaj iluzji poczucia siły przy pomocy słów. To pokora da Ci siłę pozbawioną przemocy.


Żyjemy w czasach w których słowo ,,duchowość’’ staje się nadużywane, tak samo jak słowo ,,miłość” czy ,,kocham”.


Człowiek ma tendencje do rekompensowania sobie pewnych braków słowami.

Jeśli czuje brak wewnątrz, jeśli gdzieś głęboko czuje wstyd, a ten wstyd jest sączącą się raną, z tego powodu, natychmiast chce zakleić te ranę plastrem słów.

To proste rozwiązanie – ludzie płaczą od środka, a na zewnątrz noszą uśmiech, ludzie odczuwają wewnętrzny brak miłości, a na zewnątrz powtarzają ,,kocham, kocham, kocham”. To tylko rekompensata. Tak objawia się usilna chęć udowodnienia, że jest inaczej niż jest naprawdę. Takie słowa są puste bo wynikają z braku, taki uśmiech jest nieszczery, bo jest skutkiem smutku Ten uśmiech nie wyraża radości, wyraża niewyrażony smutek.

Arytmetyka jest taka – im więcej uśmiechu na zewnątrz, im więcej kochania wszystkiego dookoła… tym więcej, wprost proporcjonalnie – łez i braku miłości wewnątrz. Nie chodzi mi o to, że osoby kochające i uśmiechnięte są z reguły fałszywe. Mówię o ludziach chorych. Chorych, bo szukających rozwiązania w świecie, który może im dać tylko fałszywe rozwiązania.

Uśmiech takiej osoby jest tylko sposobem tłumienia, to zwykły tłumik. W takim uśmiechu, w takich słowach możesz dostrzec fałsz – tak naprawdę, ani w tym uśmiechu, ani w tych słowach nie ma kolorytu, nie ma światła.

Szukając rozwiązania w słowach i uśmiechu, pozostaniesz chory. Śmiech, który chce ukryć rozpacz jest śmiechem idioty, jest tępy. Wsłuchaj się, a usłyszysz jego płytkość, tępotę; jest niczym nieprzyjemny zgrzyt. Słowa, które są używane w celu ukrycia wewnętrznych deficytów o takim samym znaczeniu, są z reguły bez znaczenia, są słowami idioty. Wsłuchaj się, a usłyszysz dźwięk, ale nie usłyszysz żadnego znaczenia.


Nie wiem czy wiesz, ale kiedy usta śmieją się nieszczerze, oczy pozostają smutne.


Nie wiem czy wiesz, ale słowa wypowiadane w rekompensacie niewypowiedzianej wewnętrznej pustki, pozostają puste dla osób, których uszy słyszą więcej. Twoje oczy Cię zdradzą, Twoje słowa Cię zdradzą, ponieważ są osoby wrażliwe, czujące więcej – prawdziwe, przy których Twój fałsz, tak jak pod promieniem światła, tak pod promieniem ich spojrzeń pozostawi za sobą cień.

Ale nie chodzi o to by wchodzić jeszcze głębiej we własne dramaty, nie chodzi o to by nie pozostawiać cienia. Chodzi o to by nie ukrywać go – chodzi o to by nie bać się być nagim – bez wiedzy i bez maski z namalowanym uśmiechem. Chodzi o to by pozostać nagimi, tak jak Adam i Ewa zanim zjedli jabłko z drzewa poznania.

Nie potrzebujemy gromadzenia rzeczy i wiedzy. Już tego dość!

Twoje rzeczy, to Twoja materia, Twoja wiedza, to Twoja ,,duchowość’’. Lecz taka wiedza to w rzeczywistości również rzeczy, ale tych rzeczy niewidzialny aspekt. Wiedza to niewidzialny aspekt rzeczy. Z kolei rzeczy to widzialny aspekt wiedzy. Rozumiesz? Materia to widzialna wiedza, wiedza to niewidzialna materia. Po prostu jedno jest jeszcze w głowie, drugie już na zewnątrz niej. Rzecz w tym, że rzecz to rzecz, widzialna czy nie. Nie ma to znaczenia. Cokolwiek, zanim powstało było myślą, ideą, wiedzą. Wiedza to myśli, a dopóki jesteś w niej zakochany możesz zostać co najwyżej myślicielem, filozofem, ale nie człowiekiem przebudzonym w duchu.

Rzeczy i wiedza… I choć jedno i drugie istnieje, to jedno tak samo jak drugie, jest rodzajem urojenia. Rzeczy i wiedza nie zbawią Cię. Zbawienie to coś więcej niż emancypacja. Rzeczy i wiedza mogą być przydatne, użyteczne, ale nie możesz polegać na tych dwóch. To tylko dwa rodzaje ucieczki od tego czym naprawdę jest duchowość.


Duchowość to też nie narzucanie sobie, że od teraz muszę być wrażliwy, kochający, uśmiechnięty. Wręcz przeciwnie.


Duchowość to moment w którym rezygnujesz z wszelkiego narzucania sobie czegokolwiek. To spotkanie z prawdą.

Odpuszczasz, a nagromadzona energia, którą dotychczas przeznaczałeś na narzucanie sobie tych rzeczy, pozostaje w Tobie. To cenna energia, teraz ją zachowujesz. Twoja uwaga zmienia kierunek do wewnątrz, pozostawiając wiedzę daleko za sobą. To co Twa uwaga napotka na drodze wewnętrznej pielgrzymki to właśnie energia, co do której wcześniej byłeś tak rozrzutny.

A teraz? Teraz już nie musisz narzucać sobie wrażliwości, kochania, pogody ducha. Teraz po prostu jesteś wrażliwy, kochającym, pogodny. Z pełnym współczuciem do siebie samego pozwalasz sobie odczuwać gniew, złość, wstyd, dumę.

Nie wstydzisz się tego, że wszędzie gdzie pójdziesz, pójdzie za Tobą również Twój cień. Nie musisz już tego ukrywać i wypierać, bo wiesz czym to jest. To spotkanie z prawdą, ponieważ w ogniu prawdy może spłonąć tylko to, co nią nie jest – już wiesz, że nie masz tak naprawdę nic do stracenia. Nie wstydzisz się swoich ludzkich odczuć, bo w aktualnym stanie świadomości jest miejsce na wszystko. Rozumiesz zachodzące zjawiska i z łatwością rozróżniasz prawdę od fałszu.

Teraz staje się to po prostu Twoją naturą. Tak naprawdę, to zawsze nią było.

Twoja uwaga zmienia kierunek. To jedyna droga, którą się nie kroczy.


Bo jedyna pielgrzymka warta przejścia, to ta z głowy do własnego serca.


Nigdzie nie musisz iść, ponieważ obiecana ziemia jest pod Twoimi stopami. Gdziekolwiek jesteś.

Już nie ratujesz się łapiąc się brzytwy, ponieważ nigdy nie tonąłeś. Ta sytuacja była tylko snem.

Nie ma to nic wspólnego z wiedzą. Teraz ma to coś wspólnego z Twoim spojrzeniem; widzisz rzeczy inaczej. Nie musisz narzucać sobie bycia kochającym, nie przychodzi Ci to nawet do głowy. Nie przychodzi Ci to do głowy, bo pojawia się to w Twoim sercu.

Jesteśmy świadkami czasów, kiedy ludzie jeszcze myślą, że ich duchowością jest ich wiedza. Tak nie jest. Zależy mi na tym, by w zbliżającej się epoce człowiek nie zastanawiał się jak kochać, a po prostu kochał. Rozważania zabijają spontaniczność.

Nasze debaty to śmierć dla bezwarunkowych odruchów naszych serc!

Nie ma tu nad czym rozważać. Gdy coś przychodzi Ci naturalnie, to po prostu się dzieje i nie potrzebujesz żadnej wiedzy. Jeśli spacerujesz i stawiasz nogę za nogą, nie organizujesz całej logistyki, nie budujesz całej filozofii chodzenia, chodzenie nie staje się nauką, nie stwarzasz psychologii chodzenia.

Po prostu idziesz.

Idziesz bo na tym polega życie… Krok za krokiem. Ruch… Kto by się nad tym zastanawiał? Dziecko musi wkładać wysiłek w chodzenie – tak się uczy. Ale przychodzi taki czas, gdy chodzenie staje się tak naturalnym procesem, że nie wymaga wysiłku. Chodzenie jest w naturze dziecka, ono musi te naturę odkryć. Nadchodzą czasy kiedy wkładanie wysiłku w kochanie stanie się przedawnione, dlatego, że nasze kochanie jest naszą naturą, a my te naturę odkryjemy. Tak jak stało się to z chodzeniem – to rezultat dojrzałości, a nie rozważań, wiedzy czy nauki. Choć i ona na swój sposób, na pewnym etapie była potrzebna…

Jeśli Twoja troska jest Twoją wiedzą, przestaje być troską. Jeśli Twój uśmiech to tylko gimnastyka ust, przestaje być uśmiechem. Jeśli Twa wrażliwość to skutek debat nad nią, rozważań, to nie jest to wcale Twoja wrażliwość. Jeśli Twoja miłość jest rezultatem nauki miłości, to nie jest żadna miłość. Jeśli Twoje spojrzenie wynika z nagromadzonych informacji, wówczas utracasz jego prostotę; nie jest to niewinne spojrzenie.


Ty to już wiesz, i choć ,,wiesz”, nie ma to nic wspólnego z wiedzą.


~Golda