Cześć! Zapraszam Cię do lektury wywiadu (rozmowy) na temat psychodelików i doświadczeń związanych z ich zażywaniem.

Mój rozmówca, Damian Golda, zgodził się podzielić swoimi obserwacjami i wnioskami na temat wpływu substancji psychodelicznych na ludzką świadomość. Zaznaczam, że tekst nie jest prawdą ostateczną – jest subiektywny (jak wszystko co postrzegamy)! Jest tylko jednym z wielu możliwych punktów widzenia.

Jeśli Ty także chciałbyś podzielić się swoją wiedzą lub przemyśleniami na łamach portalu, zapraszam do kontaktu: glebokaswiadomosc@gmail.com

Pozdrawiam! 


Zacznijmy od pytania wprowadzającego: czym są psychodeliki?

Najpierw skupmy się na zrozumieniu tego, czym są psychodeliki, byśmy mieli świadomość z czym w ogóle mamy do czynienia.

Istnieją trzy pojęcia, które w rzeczywistości określają to samo zjawisko, ale dopiero miejsce przecięcia się tych pojęć, tych trzech spojrzeń na sprawę, pozwoli nam dostrzec pełnię, objąć świadomością całe spektrum. Każdemu ze spojrzeń czegoś brakuje. Dopiero dziś mamy sposobność zbadania ich wszystkich i zrozumienia tego CZYM TO JEST. To zrozumienie nie jest sumą tych trzech spojrzeń, a synergicznym rezultatem, ich syntezą, nie wysnutym wnioskiem logicznym, a świadomym wglądem. Myślę, że nie każdy to zrozumie, ale kto powiedział, że ta prawda jest dla każdego?

Miejmy na uwadze, że nie jest to książkowa wiedza, ani też wiedza ściśle szamanistyczna. Raczej wiedza oparta na kilku doświadczeniach świadomego, współczesnego człowieka.

Najpierw skupmy się na pojęciu najbardziej powszechnym, mianowicie: PSYCHODELIK.

W słowie ,,psychodelik” rdzeniem jest psycho, a dokładnie PSYCHE. Psyche oznacza nic innego jak DUSZA, i na tym pierwotnie opierała się psychologia: na badaniu duszy człowieka.

Dziś psychologię powoli wypiera duchowość, ponieważ psychologia nie dotyka duszy, rdzenia istoty, a raczej wierzchniej jej części: stała się mniej egzystencjonalna, bardziej trywialna. Psychologia dziś uczy przystosowania do społeczeństwa – jeśli społeczeństwo jest chore i patologiczne, jeśli takie są jego wzorce i normy, to psycholog ma za zadanie Cię w te normy i wzorce wcisnąć. Psychologia stała się nazbyt naukowa. Naukowa w tym sensie, że sprowadza człowieka do przedmiotu badań. Stąd potrzeba stworzenia współczesnej duchowości – to po prostu efekt uboczny zniekształcenia psychologii, uzupełnienie braku, pustki która w niej się pojawiła.

Dzisiejsza psychologia stała się mechaniczna, a kolejnym powodem jej zubożenia jest również brak zrozumienia samych psychodelików, ponieważ Psyche zawarte w słowie ,,psychodelik” wciąż jest aktualne, natura się nie przedawnia, zaś Psyche zawarte w słowie ,,psychologia” wypłowiało, straciło na znaczeniu.

,,Psychodeliki’’ były skutkiem buntu młodych ludzi w latach 60’tych. To hippisowskie, nie tak stare pojęcie. Co ciekawe definicje tego słowa są dwie – psychodelik jako narkotyk, który wzmaga zmysły, wzbudza spokój, wywołuje halucynacje, oraz natchnienie twórcze. Druga zaś definicja tego słowa oznacza to samo co poprzednia, ale odnosi się do psychodelika jako postaci, posiadającej wyżej wymienione cechy, co zwraca jedynie naszą uwagę na powiązanie pomiędzy psychodelikami, a psychologią, w kontekście badań nad człowiekiem.

Dziś jesteśmy świadkami ponownego renesansu psychodelików co ma miejsce na imprezach rave’owych, festiwalach i w psytransowych klubach.


Ostatnio gdzieś w internecie natknąłem się na stwierdzenie, iż ,,HIPPISI WRACAJĄ”. Trudno się nie zgodzić.


Myślę, że będzie to, powiedzmy, ,,grupa społeczna’’, która ponownie po omacku zacznie badać, doświadczać psychodelicznych stanów. I z tym właśnie identyfikuję psychodeliki – z młodymi ludźmi chcącymi zaoferować sobie nowe wglądy w alternatywny sposób, tęskniących za wolnością pacyfistów, którzy czują, że ich zmysły, widzenie, natchnienie twórcze i świadomość mają znaczenie większy potencjał, mających świadomość, że to system stępił te potencjały… To swoista DRUGA FALA hippisowskiego buntu, ale wciąż jest to fala brodzących w baseniku dzieci we mgle.

Drugim pojęciem, drugim słowem określającym to samo zjawisko, ale od trochę innej strony jest ENTEOGEN.

Enteogeny, to nazwa powstała w świecie współczesnej nauki. Jeszcze bardziej współczesną nazwą jest entaktogeny co mówi nam o enteogenach tyle, że kierują naszą uwagę do wewnątrz i dochodzi do pewnego rodzaju kontaktu z samym sobą. Potrzebujemy tego, to da nam wgląd z czym mamy do czynienia, od strony chemicznej, jakie są skutki uboczne, jakie jest BHP przyjmowania tych substancji i da nam odpowiedź na wiele innych ważnych pytań. Jeśli miałbym powiedzieć gdzie będzie miał miejsce prawdziwy renesans psychodelików w najbliższym czasie, to właśnie kierowałbym naszą uwagę na świat nauki. Wiele publikacji, wiele ciekawych książek pojawiło się w ostatnim czasie. Wreszcie wcześniej wymienieni hippisi będą mieli szansę korzystać z dobrodziejstw natury w bardziej bezpieczny sposób.

Trzecim, w moim mniemaniu najważniejszym określeniem i najbardziej duchowym (czyli dotykającym sedna) dotyczącym Psychodelików jest pojecie DEVA. Deva to duch, po prostu duch. Słowo ,,Deva” to rdzeń z którego wywodzą się dwa słowa Bóg i Diabeł (z ang. Devil).


Deva oznacza istotę nieposiadającą ciała; bezforemną świadomość.


Starożytne nurty szamanistyczne – z nimi właśnie łączyłbym to określenie, jest mi ono najbliższe i daje prawdziwe, najgłębsze zrozumienie tego czym są rośliny mocy. Rytualne przyjmowanie, ceremonie, formy kultu, tradycje i oddawanie szacunku… Szamani byli najbliżej zrozumienia całej sytuacji. Niestety informacji na temat szamanistycznego podejścia jest najmniej. Mam nadzieje jednak, że posłużę za przykład takiej osoby i przemycę trochę prawdy na ten właśnie temat.

Jeśli zależy Ci na zrozumieniu całej sprawy, nie możesz zapomnieć o żadnym z trzech wymienionych aspektów zjawiska jakim są psychodeliki. Warto zbadać to od tych trzech stron i pamiętać, że najbliżej zrozumienia jest właśnie miejsce przecięcia ów stron.

Psychodeliki są często wymienianym narzędziem w rozwoju duchowym. Jaka, Twoim zdaniem, może być ich rola na drodze samopoznania, rozwoju osobistego?

To wszystko zależy od osoby przyjmującej. Na pewno nie są one dla każdego. Dla jednej osoby mogą być bardzo użyteczne i pomocne na jej drodze. Na drodze innej osoby mogą być wręcz przeszkodą. Życie człowieka stwarza konkretny kontekst, a wszystko zależy od kontekstu. Na przykład, są takie osoby dla których te stany są tak odległe, tak niespotykane, że przeżycie takiego doświadczenia, po pierwsze – może stworzyć przekonanie, że jest to możliwe tylko dzięki psychodelikom, a po drugie – sama tęsknota za tym stanem może być tak silna, że osoba taka będzie tego oczekiwać w codziennych medytacjach.

Oczekiwanie wyższych stanów jest największą przeszkodą w osiąganiu tych stanów. Przypomina to sytuacje w której widzimy pocztówkę z Alp, gdzie Alpy są przebłyskiem tego co możemy nazwać ,,wyższymi stanami”, ale tylko przebłyskiem, pamiętajmy. Chcemy od razu się tam znaleźć, sfrustrowani patrzymy na pocztówkę zamknięci w domu i to nam w jakimś stopniu wystarcza, jednak nie robimy żadnych kroków ku temu by tam się znaleźć, ponieważ sam przebłysk daje nam na tyle zaspokojenia, że sama podróż w Alpy już nas nie satysfakcjonuje, przestaje być dla nas atrakcyjna. Czujemy się zupełnie tak jakbyśmy mieli wykonać krok w tył, bo przecież już mieliśmy tak wiele. Teraz jednak okazuje się, że aby to znowu mieć musimy wykonać ogrom pracy… Obrazek jest bardzo podobny do Alp, ale zdjęcie Alp to jeszcze nie Alpy. Jednak nasza podświadomość nie odróżnia prawdy od fikcji – co rodzi zaburzenia i bywa niebezpieczną przeszkodą. A to tylko jeden z możliwych scenariuszy.


Jak więc można się nie zgubić na drodze samopoznania? Słuchać nawigatora jakim jest nasze serce.


Ostateczna rolą psychodelików i tak jest wskazanie nam tego, co może być naszym udziałem bez nich… ,,To i znacznie więcej’’ – taką odpowiedź dał mi raz Sasafras, podczas kulminacyjnej ceremonii, ostatniej na naszej wspólnej ścieżce.

Niektórzy nie są jeszcze gotowi, inni są już gotowi i to dla nich podróże psychodeliczne są korzystne, a jeszcze dla innych takie doświadczenia należą do przeszłości; najpewniej przeszłych wcieleń. Bardzo ciężko odpowiedzieć sobie na pytanie ,,gdzie w tym wszystkim jestem ja?”, a jeszcze ciężej nie ugrzęznąć na którymś z tych etapów.

Z jakich substancji korzystałeś na swojej drodze?

Wymienię w kolejności od najczęściej przyjmowanych. Na pierwszym miejscu oczywiście, wszystkim nam dobrze znana Marihuana. Kolejno, najbliższy mi Sasafras, co nie miało wpływu na kontakt z Devą. Nasza wspólna droga się skończyła już jakiś czas temu. Kakao ceremonialne z Peru. LSA – pochodna LSD znajdująca się w Powoju Hawajskim. Grzyby Psylocybinowe – nasze Polskie, słowiańskie dary, ale też Golden Teacher z Meksyku. Amanita Muscaria, którą księgi Wed nazywały Somą. Ayahuasca – nie pamiętam jednak jakie konkretnie były jej składowe.

W jaki sposób psychodeliki wpłynęły na Twoją świadomość i codzienne życie?

Myślę, że oprócz sasafrasu nieznacznie. Myślę, że nieznacznie, chociaż zdecydowanie wystarczająco bym mógł przyznać, że było warto. Nie chciałbym gloryfikować ich znaczenia w ujęciu rozwoju duchowego. Są inne metody pracy nad sobą. Psychodeliki to jednak droga na skróty.


Chociaż w rzeczywistości nic nie mogą DODAĆ, mogą jedynie wskazać to, CO JUŻ JEST.


A jeśli JUŻ WIESZ, CO JEST – wówczas nie ma mowy o poznawaniu. Nie można poznać czegoś ponad to, co już w sobie masz, a poznałeś… Po prostu kształt tego jest inny, forma, umysł Ci to pokaże w inny sposób pod wpływem środków, niżeli zrobiłby to w życiu codziennym, poprzez sytuacje. Halucynacje sprawiają, że widzisz to czego, być może, boisz się dostrzec na codzień. Ale jeśli niewiele przed sobą ukrywasz, niewiele Cię zaskoczy. Wgląd to wgląd, różni się tylko to, w jakiej formie zostało Ci to przedstawione. Ja po prostu przed sobą nie uciekam, to też nic mnie nie goni.

Czego doświadczyłeś podczas ostatniej podróży z grzybami psylocybinowymi?

W zasadzie – tego co zawsze, ale w inny sposób. Poprzednie pytanie stworzyło grunt do tej odpowiedzi.

Były to nasze, polskie łysiczki. I oczywiście jak każda ceremonia, w której brałem udział, odbywała się za granicą naszego kraju, w kraju w którym psychodeliki są legalne.

Dochodziło do tzw. defragmentacji ego, osobowości, wizerunku i wszystkiego co z nim związane. Po raz kolejny zostało mi pokazane, jak bardzo przykrywa mnie zbiór etykiet, nazw, cudzych i moich własnych przekonań i opinii na mój temat. Jak bardzo świat zewnętrzny, otoczenie usiłuje z zewnątrz wpłynąć na moje wnętrze, chcąc mnie stłamsić tak bardzo bym w tym wszystkim zapomniał o sobie. A to wszytko dla wygody, no bo przecież dużo łatwiej jest rezygnować z siebie dla oczekiwań otoczenia – zawsze możemy wtedy coś ugrać, uznanie to waluta.


Niestety skutkiem takiego okrawania się z wolności jest głęboki smutek, którego wszyscy doświadczamy.


A przecież robimy to sobie sami! Przy współpracy z naszymi ciemiężycielami wchodzimy w grę, polityczną zabawę. Stajemy się cebulą i boimy się zrzucać z siebie te warstwy, które tworzą nasz wizerunek i których tak panicznie boimy się puścić, ponieważ wiemy, że tak jak w cebuli – w środku jest pusta… Tej pustki się boimy, dlatego nie pozwalamy sobie na samopoznanie łapiąc się tych wszystkich rzeczy dzięki którym istniejemy, czujemy, że żyjemy – a to przecież tylko sposób na wypełnienie pustki, odwrócenie uwagi.

Boimy się, że przestaniemy istnieć, a paradoks polega na tym, że dopóki się nie puścimy, dopóki nie odpuścimy, wówczas tak naprawdę nigdy nie zaczniemy istnieć. Ale wolimy te imitacje istnienia zamiast prawdziwie zaistnieć. Teraz tylko udajemy, że istniejemy, udajemy, że jesteśmy sobą.

Nie mówię, że wizerunek jest przekleństwem i należy spalić wszystkie rzeczy z którymi się utożsamiamy, zapomnieć o każdej krytyce i pochlebstwie, porzucić wszystkie wygody i rzeczy w imię religii – to już było grane, taki fanatyzm również zabija duszę.

Nie zrozum mnie źle. Aby zaistnieć, trzeba potrafić to odłożyć na bok, na chwile o tym zapomnieć i poznać siebie – to czym byliśmy zanim przyodzialiśmy szaty szyte dla nas, najpierw przez rodziców, potem kolejno przez nauczycieli, sąsiada, znajomych, przyjaciół, księży, polityków, autorytety z filmów i bajek – nie jesteśmy jedynie sumą tego wszystkiego. Nie jesteśmy własnymi szatami! W dodatku te szaty nie są szyte na miarę… Nogawkę zrobił wujek we współudziale z dziadkiem, jeden but dostałeś od ojca, drugi od matki, koszule masz po babci, czapkę podarował Ci ksiądz – o mój Boże jak Ty wyglądasz!

Ale nie śmieje się tylko z Ciebie, śmieje się również z siebie – każdy z nas wygląda na swój sposób komicznie. Może już czas porzucić te łachmany? Powtarzam – nie jesteśmy swoimi szatami!


Nie mówię, by od dziś chodzić nago – osobowość jest nam potrzebna, ale nie jesteśmy własną osobowością, jesteśmy duszą, jesteśmy czymś więcej.


Czułem, że mogę z tego zrezygnować, że ten moment jest już teraz, że mogą odpuścić i poznać siebie, własną duszę, przejść transformację, ale zrozumiałem, że gdy tylko odpuszczę… ZASNĘ! Nie będzie tego, który doświadcza; cichego obserwatora. Najprawdopodobniej tak właśnie by się stało i najprawdopodobniej dlatego, że grzybki mogą mnie wypuścić z umysłu, ale tylnymi drzwiami… W takim momencie świadomość usypia, być może uczestniczy w całym zajściu, ale nie jest w stanie tego obserwować – nie jest wystarczająco czujna, uważna, trzeźwa. Zresztą, każdej nocy to się dzieje, a my nie jesteśmy na tyle uważni, by móc być w tym świadomie obecni.

Drugą kwestią, która pragnę poruszyć jest możliwe przybliżenie Wam, tego czym są grzyby. Udało mi się uzyskać z nimi niewerbalny dialog, można by rzec – kontakt z kolektywną świadomością grzybów, Devą. Choć jest to jedna świadomość, to jest ona w pewnym sensie mnoga. Nie można powiedzieć ,,duch grzyba”, a ,,duch grzybów”. Sasafras, czy Ayahuasca jest jedna, grzybów jest wiele.

Closeup shot of experimental growth of Psyllocubin mushrooms aka psychedelic mushrooms. Lit by gel colored flashes to represent the effect.

Zauważyłem, że mogą mi dać wiele odpowiedzi, ale to tylko zabawa, tylko zwykłe opowiastki. Nie powiedzą mi nic ponad to, co już sam w głębi siebie wiem.

Nie chcą by tworzyć dookoła nich jakieś systemy, koncepcje, wolą by wspominać o nich w procesach twórczych, kreatywnie i nie zamykać w żadnych ramach.

Jak oceniasz wpływ tego doświadczenia na Twoją percepcję?

W moim przypadku niemalże żadny, ale to dlatego, że pracuję ze sobą na codzień. Być może dla tych, dla których to jedyna forma pracy nad sobą wpływ byłby spektakularny.

Czy powtórzyłbyś to doświadczenie?

W tym momencie odpowiedź brzmi – nie. Ale kto wie co przyniesie jutro.

O czym należy pamiętać, gdy decydujemy się korzystać z substancji (lub roślin) psychodelicznych?

Zadbaj o stosunkowo dobry nastrój przed. Nie przyjmuj na niedługo po nieprzyjemnych doświadczeniach, incydentach…

Zadbaj o przyjemne otoczenie, klimat.

Mniej zaawansowani – opiekun, który wie co się tu dzieje.

Dieta – jak najbardziej korzystna dla ciała i jak najdłużej przed ceremonią – nie ma ograniczeń!


Odpuść i poddaj się procesowi – proces zawsze wie lepiej, niż ten którego on dotyczy.


I nie zapominaj, że nie jesteś cyklonem, jesteś jego centrum, jesteś jego okiem.

Dziękuję za rozmowę i mam nadzieję – do następnego!